Welcome to our website !

Sztuka życia to cieszyć się małym szczęściem.

Lifestyle'owy blog, o bieganiu, psach, gotowaniu i radości jaką daje mi aktywność fizyczna.

Mieliśmy przyjemność otrzymania od Bake 4 Pet psich ciasteczek do wypróbowania!

Są to psie ciacha wypiekane przez osoby, które wiedzą czego naszym psiakom potrzeba. :)
Na ich stronie możemy przeczytać:

"Bake4Pet to wypiekane z naturalnych składników ciasteczka dla zwierząt.

Dzięki przyjemnemu zapachowi będą doskonałym zamiennikiem karmy przemysłowej. Doskonale nadają się na nagrody treningowe i wystawowe oraz domowe smaczki.

Ciasteczka Bake4Pet nie zawierają sztucznych barwników i ulepszaczy. Z myślą o zdrowiu naszych czworonożnych przyjaciół tworzone są wyłącznie na bazie naturalnych składnikó
w oraz wysokiej jakości mięsa.

Nadają się dla zwierząt w każdym wieku, dużych i małych, a także dla alergików.

Bake4Pet stanowią idealne uzupełnienie karmy, zapewniając czworonogom zbilansowaną dietę, lśniącą sierść i energię."

Zaczynając od początku - paczka była tak zabezpieczona, że Pan listonosz, który byłby np. w złym humorze mógłby po niej skakać i deptać, a ciasteczkom nic by się nie stało.  Przesyłka została owinięta w folię bąbelkową, aż miałam problemy żeby ją porozwijać! Ale to zdecydowanie wielki PLUS! Jedyne co nie przetrwało podróży to  jedno z ciastek imiennych w kształcie psiaków. Reszta pozostała nietknięta!
Jak już uporałam się z niesforną folią, moim oczom ukazało się proste opakowanie z papieru z uroczym logo Bake 4 Pet.
Psy, jako stworzenia ciekawskie otoczyły mnie, czekając cóż to może się tam kryć. W środku paczki znajdowało się plastikowe pudełeczko wypełnione po brzegi smakołykami!






Co do samych ciasteczek: pachną jak krakersy! Szczególnie te z warzywami, zapach tych z mięsem jest już mocniejszy i mnie odrzucił, za to u psów spowodował ślinotok na miarę powodzi. :D



Nie wiem czy dobrze widać, ale na tych ciachach są imiona moich łobuzów, Toffi i Spajk! :D

Powyżej zdjęcie ciach w pełnej okazałości! Cudowne kształty, zakochałam się szczególnie w kaczuszkach, są przeurocze. Niestety dla psów kształt się nie liczy i kaczuszki znikały bezlitośnie w paszczach.



Producentki są eko i rozpiskę tego co nas czekało w psim pudełeczku smakołyków wysłały mi przez załącznik na facebook'u! Super! Duży plus. :)

A tutaj trochę o tych ciastkach i o tym co mają w sobie:



  • WILD FOREST 
          W ich skład wchodzą podroby z dziczyzny, jajka, ryż i mąka.
          Ryż stanowi doskonałe źródło białka, neutralizuje nadmiar
          soków w żołądku oraz wzmacnia odporność. Natomiast dziczyzna posiada wysokie
          zawartości wapnia, fosforu, magnezu i żelaza.

  •  MR HUNTSMAN  
    W ich skład wchodzą podroby z dziczyzny, jajka i mąka.
    Dziczyzna zawiera mniej tłuszczu niż kurczak, wołowina czy wieprzowina.
    Jest mięsem wolnym od antybiotyków i paszy wzbogacanych różnymi substancjami dodatkowymi. Posiada najwięcej witamin i minerałów
    (magnezu, fosforu, wapnia, żelaza, wit. B2, B5, B6.)
  • RED LOVE (czerwone serduszka) (niestety brak zdjęcia, zniknęły w mgnieniu oka)
          Zawierają buraki oraz mąkę pszenną razową. Buraki to doskonałe źródło
          witamin,minerałów. Zawierają one spore ilości witaminy C - wzmacniającej odporność, a także
          witaminy A, B1 i betakarotenu, które poprawią kondycję skóry i
          sierści. Ponadto są bogate w wapń, który jest budulcem kości i
          zębów.



  • CRUNCHY BEAR

     Zawierają mąkę pszenną, płatki owsiane, płatki kukurydziane,
     otręby pszenne. To zdrowe i chrupiące przekąski, będące źródłem błonnika,
     witamin oraz składników mineralnych.  
         
  • CARROT SPLASH  W swoim składzie zawierają marchew, otręby i mąkę pszenną. 
    Chrupiące przekąski dostarczą witamin, składników odżywczych
    i mineralnych zawartych w marchwi.
     
  • LOVE ME GREEN 
          Ciasteczka z dodatkiem szpinaku bogatego w antyoksydanty,
          żelazo, potas i kwas foliowy.



  • CARROT SKY  
        Gwiazdki i księżyce zawierające marchew, banany, mąkę
        pszenną oraz jajka.  
        Te aromatyczne owocowe ciasteczka dostarczą m.in.: magnez,
        który wpływa na pracę mózgu, mięśni, budowę kości i zębów.
        Kwas foliowy chroniący organizm przed nowotworami,
        wpływający dodatnio na system nerwowy i mózg, a także
        usprawniający funkcjonowanie układu pokarmowego.
        Dodatkowo prowitamina A zadba o zdrowy wygląd sierści i
        skóry




  • CIASTECZKA IMIENNE
         Zawierają mąkę pszenną, siemię lniane oraz nasiona
         słonecznika. Ich składniki pozytywnie wpłyną na układ
         pokarmowy oraz dostarczą ważnych dla zdrowia pierwiastków
         takich jak- cynk, żelazo, potas i wapń
  •   MIX 

      Ciasteczka treningowe różnych smaków. Dzięki małemu
      rozmiarowi idealnie sprawdzą się, jako nagrody podczas zabawy
      i tresury

    Naszymi faworytami są ciasteczka MIX oraz Wild Forest. MIX są super do treningów, ekstra się sprawdzają na wszelkich spacerach, a psy za Wild Forest wszystko zrobią! Mocno pachną mięsem, są miękkie, idealne!
    Polecamy gorąco, Wasze pupile nagle staną się aniołkami, naprawdę. :)



         


Nie wiem jak wy drodzy biegacze, ale ja nigdy nie wiem jak się zachować jak widzę luźno biegającego psa jak biegnę. Zazwyczaj jednak przestaję biec i idę, zgodnie z zasadą że jeśli przed zwierzęciem uciekasz to zaczyna Cię gonić. Nie lubię tego. Mimo, że jest to zazwyczaj kilka metrów, to nie lubię wypadać z rytmu - bo pies.
Jako właścicielka 8 łap oraz biegaczka, uważam, że mogę się wypowiedzieć. Moje psy biegają spięte na smyczy, jeśli jesteśmy w lesie to je spuszczam. Widząc biegacza od razu je spinam. Dokładnie tak samo robię na spacerze - spinam psy, lub zmieniam trasę spaceru.
Bardzo nie lubię jak biegnę jak podbiega do mnie pies. Uwielbiam psy, ale nie mam od razu ochoty witać się z każdym napotkanym - szczególnie jak biegnę. Jeśli jest to duży pies to zazwyczaj właściciel jest ostrożniejszy i nie pozwoli psu podejść. Małe psy za to często plączą się pod nogami. Koszmar!
Nie każdy kocha psy, nie każdy je lubi. Uszanujmy to!
To że ktoś psów nie kocha, nie oznacza, że jest gorszy i nie trzeba fukać na biegacza, który prosi żeby psa zabrać. Mnie naprawdę nie interesuje, że piesiunio jest kochany, słodki, chce się tylko przywitać, naprawdę nie mam wtedy ochoty witać się z psami.
Co prawda nie zdarzyło mi się nigdy, żeby pies mnie zaatakował jak biegłam, ale są takie przypadki.
Właściciele psów, zwracam się jako posiadaczka psów - zabierajcie psy z drogi biegacza, po co komplikować sobie wspólne życie? :)







Cały czas powracają pytania dotyczące szelek, które noszą moje psy, a także co zrobić żeby pies nie ciągnął, szczególnie podczas biegania, gdzie jak wiemy pies najchętniej leciałby jak szalony do przodu. Biegam z psami  rekreacyjnie,  nie przygotowuję się do canicrossu chcę zapewnić moim labom odpowiednią dawkę ruchu więc nie korzystam ze specjalistycznych szelek przy wybieganiu.   Wiadomo że jest wygodniej na ścieżkach biegowych, żeby pies biegł przy nodze, nie przed nami. Mijamy tam innych biegaczy, rowerzystów, spacerowiczów, albo inne psy i nie koniecznie chcemy, żeby pies miał kontakt z nimi. Szelki, których używam na co dzień tu także się sprawdzają. 

Druga sprawa to to że zazwyczaj nauka nie ciągnięcia na smyczy jest ciężka. Każdy to wie, kto miał psa. Ja mając +60kg napęd podczas spaceru na zwykłej obroży leciałam i tylko łapałam się za siatki czy słupa byleby się zatrzymać. Spacer/bieg = koszmar. Jako iż mam psa z problemami, musiałam w pewnej chwili zasięgnąć porad behawiorystów. Od jednego dostałam "burę", że Spajk chodzi w szelkach norweskich. Nie można było skupić jego uwagi na sobie, więc oduczyć psa ciągnięcia to był koszmar, szelki norweskie to tylko pogarszały - ciągnęłam go do tyłu, a on na złość - bardziej do przodu. Zostały mi polecone właśnie szelki easy walk. 
Ważne jest, że nie są to szelki easy walk od Trixie. Easy walk'i które my mamy są szyte tylko na zamówienie, nie są dostępne w Polsce w zwykłych sklepach typu Kakadu, etc.
I teraz z ręką na sercu mogę powiedzieć, że polecam je wszystkim. Nie wyobrażam sobie, że mogłam bez nich jakkolwiek funkcjonować na spacerach i biegach. 



Szelki jak widać powyżej zapinane są z przodu, na to kółeczko. Pies ciągnąc, jest hamowany już od przodu, co nie daje mu możliwości ciągnięcia aż takiego jakby chciał. I teraz zależy to trochę od psa. Moja Toffi jest delikatniejszą sunią, czując opór w postaci tych szelek nie idzie do przodu, zwalnia automatycznie. Za to Spajk stara się z nimi walczyć i prze do przodu. Dlatego od razu mówię: SZELKI NIE SPOWODUJĄ, ŻE PIES PRZESTANIE CIĄGNĄĆ- TRZEBA Z NIM CAŁY CZAS PRACOWAĆ.  Szelki robią za nas połowę roboty, resztę wykonujemy sami. Ważne jest, że gdy pies ciągnie, trzeba szarpnąć delikatnie w bok, nie do tyłu! I nie szarpiemy z całej siły, tylko delikatnie. :) U nas takie upomnienie zazwyczaj starcza na przypomnienie jak się powinno iść.
Teraz kwestia rozmiaru. Mierzymy psu klatę za przednimi łapami. Ale nie tuż przy łapach tylko odstęp powinien być około 2cm żeby psa nie obcierały. Spajka i tak obtarły na 2 pierwszych spacerach, ale tylko z jednej strony. Toffki już nie. Ale na chwilę obecną taśma się wyrobiła, a Spajk nauczył się też w nich chodzić i już jest okej.
Można również wybrać szelki ze specjalnym podszyciem, które takie lekkie obcieranie zniweluje praktycznie do zera a psu będzie od samego początku wygodnie. :)

Trudnością jest to, że ciężko je dopasować. Chodzi o to, żeby pies nie był w nich ściśnięty jak salceson, ale też nie może być za luźno. Pod górny pasek - ten na grzbiecie - powinnyśmy móc wsunąć całą dłoń. Ale pasek na klacie nie może opadać na łapy, tylko trzymać się na swoim miejscu.




Problemem może być odpowiednie założenie szelek. Osobiście za pierwszym razem trochę wojowałam z szelkami, żeby je dobrze założyć. Poniżej instrukcja. ;)



Zakładamy psu szelki przez głowę, dłuższy pasek ma zwisać sobie z boku. :)

Pasek dłuższy przeciągamy pod brzuchem i spinamy. :)

Tadam!



Jeszcze o ich cenie - w przypadku wielkości jak na labradora koszt jednych szelek to był około 40-50zł. Cena zależy od wymiarów, szerokości taśmy, jej koloru czy też wzoru jaki sobie zamarzymy..
Mam nadzieję, że moja ocena pomoże Wam w podjęciu decyzji :)


Wpis został stworzony w współpracy z marką MYSMO










Jak napisałam w poprzednim poście, wczorajszy spacer mieliśmy ogromna przyjemność spędzić w towarzystwie Iwony i jej rozrabiaki - Fado z Psie Wędrówki.
Dzięki Iwonie mamy zdjęcia. Pozwalam sobie je wstawić. :)

Wybraliśmy się na pole PGR na Bródnie. Miejscówka idealna na psie spacery, Psa można spokojnie puścić, do ulicy jest daleko. Są patyki do gryzienia i często mamy okazję spotkać inne spacerujące psy.













Niestety dzisiejsza pogoda z rana oraz ból głowy i gardła skutecznie popsuły plany porannego treningu. Oby jutro było lepiej. 



Moją ulubioną rasą, nie da się ukryć, są labradory. Psy kochające pracę tak samo mocno jak jedzenie. Miłość do nich pojawiła się wraz z czekoladowym szczęściem, potocznie zwanym Toffi. Sunia pojawiając się 4 lata temu u mnie odwróciła mój świat do góry nogami.











To od niej zaczęła się moja przygoda z tą rasą i z ich szkoleniem.
Labradory to psy, które kochają wszystkich. Złodziejowi pokażą wszystko co masz w domu, z lodówką na czele. Dźwięk otwieranej lodówki jest dla nim magicznym dźwiękiem. Nieważne gdzie się znajdują gdy otwierasz lodówkę - zawsze przybiegną. Każdy gość w domu, musi być odpowiednio powitany. Odciski łapek na koszulce, oraz jęzora na twarzy to standard. Będą skakać tak długo, aż nie będziesz odpowiednio przypieczętowany. Potem siedź i głaszcz. Głaszcz jak najwięcej. A jak coś jesz to się podziel. Oczy u labradorów wraz z czasem i ewolucją zmieniły się. Gdy widzą jedzenie, wzrok im smutnieje, powieki opadają. Psy tej rasy jedzą tylko raz dziennie. Od 7 do 22. Chyba że zgłodnieją w czasie nocy, a Ty nie zrobisz odpowiednich kroków aby te jedzenie przed nimi schować. Kochają się kąpać. W kałuży, tej najbrudniejszej. Błoto też jest super. Ale prysznic, wanna - zło najgorsze, nie podejdą.
Życie z labradorem jest ciekawe. Ale tylko odpowiednio wychowany labrador jest dobrym towarzyszem. Labrador psem rodzinnym może być, ale tylko wtedy gdy odpowiednio pokierujemy jego rozwojem i szkoleniem. Dorastający labrador zachowuje się jak zbuntowany nastolatek. Mały szczeniaczek, którym był jeszcze 2 miesiące temu, przeistacza się w żywioł nie do opanowania. Na Twoje zawołanie odbiegnie jak najdalej. Komenda siad, przeistacza się w "skacz jak szalony", a "zostaw" w "chcesz to? to mnie złap". Labradory biegną i nie patrzą gdzie biegną i na co biegną. Przeszkody taranują. Pies rodzinny? Jak najbardziej, ale po odpowiednim wychowaniu, przeszkoleniu i odpowiedniej dawce ruchu.
Doskonałym przykładem psa, któremu tego zachowania zabrakło jest mój pajac - Spajk. 






Spajk jest psem adoptowanym. Labrador oddany, lub porzucony to zazwyczaj labrador z problemami. Wynikającymi z nieodpowiedniego wychowania, przeszkolenia i za małej dawki ruchu. 

 Pies po przyjeździe miał zakwasy po standardowym spacerze z kąpielą w jeziorze. Biegał, szalał,nie słuchał się w ogóle. Był psem demonem. Na smyczy ciągnął jak opętany, dusił się, charczał, oczy na wierzch wychodziły, ale szedł twardo. Potem wyszły inne problemy: lęk separacyjny, agresja "smyczowa". Po pół roku pracy, po hektolitrach łez wylanych z bezradności, mogę dumnie powiedzieć, że wychodzi na prostą. Pies zmienił się nie do poznania przez ciężką pracę, odpowiednią dawkę ruchu. Wszystkim bardzo polecam książkę "Sygnały uspokajające" Turid Rugaas, rozjaśnia bardzo dużo, po przeczytaniu widać o co chodzi psu. Stałam się obsesyjną obserwatorką psów i wysyłanych przez nie sygnałów uspokajających. :)

Nie polecę tej rasy wszystkim. Polecę jej osobom, które są aktywne, mają czas i chęci na to aby psa opanować. A nie jest łatwo. ;)